Spotkanie Kobiecych Blogerek - relacja i przygody


Hej Kochani!

Dziś przychodzę do Was z relacją z cudownego spotkania blogerek, na które dostałam się w ostatniej chwili. Odkryłam je na Instagramie (jeśli jeszcze mnie nie obserwujecie, to serdecznie zapraszam Felicita Beauty) jeszcze w sierpniu, bodajże w czwartek i okazało się, że zwolniło się jedno miejsce. W związku z tym, że było otwarte zaproszenie natychmiast się zgłosiłam i napisałam wiadomość do prowadzącej spotkanie, Oli z bloga Kobieca Mama. Jakież było moje szczęście, gdy okazało się, że mogę jechać i zostałam zakwalifikowana. 

Spotkanie Klubu Kobiecej Blogerki odbyło się 26 sierpnia (w sobotę, czyli jeden/dwa dni po moim odkryciu i zakwalifikowaniu) w restauracji Gniazdo, w Grodzisku Mazowieckim. Dla mnie, z Warszawy, to nie daleko, więc tym bardziej się cieszyłam, że przyjadę. Pomyślałam sobie jeszcze, że fajnie, wezmę samochód, będę miała przejażdżkę bez dzieci, itp. itd. Nie wiem czy wiecie, ale ja zawsze mam jakieś przygody podczas swoich podróży. Szczególnie przy takich niespodziewanych, gdy za mało popatrzę na mapę i nie przejrzę trasy, którą mam pojechać. 


Rozpoczęcie imprezy było o godz. 12:30, ktoś by powiedział, że świetna godzina, nie da się spóźnić. Otóż mi się udało i to ponad godzinę. Dlaczego? Dlatego, że moja "inteligentna" nawigacja w telefonie wywiozła mnie na jakieś zadupie (tak, tak, zadupie!), a ja byłam zbyt zaaferowana prowadzeniem samochodu, by się nie spóźnić, że nie domyśliłam się, że coś jest nie tak. Zanim się zorientowałam gdzie mnie wywiozło, sprawdziłam nową trasę, to dotarłam na miejsce sporo spóźniona. Byłam na siebie wściekła, jednak najważniejsze, że udało mi się dojechać i już  spokojnie mogłam we wszystkim uczestniczyć. 

Po krótkim opowiedzeniu kilku słów o sobie, zapoznaniu się z innymi uczestniczkami, nadszedł czas na warsztaty rękodzieła. Dzięki Unikatova Pracownia Artystyczna mogłyśmy pobawić się we własnoręczne tworzenie biżuterii. Wyszły z tego naprawdę piękne bransoletki. Miałyśmy do dyspozycji zawieszki i trzy kolory koralików. Miałam przy tym sporo frajdy, gdyż dawno nic sama nie robiłam. 


Po warsztatach nastąpiła przerwa na obiad, zamówiłam dla siebie pierogi z mięsem i były one naprawdę pyszne. Chwilę później zaczęły się warsztaty poprowadzone przez Klaudię Fotyniuk z Blogomarki. Opowiadała nam jak stworzyć swoją markę bloga, co i jak zrobić, by móc poprzez blog zarabiać. Dowiedziałam się o ważnych krokach jak budować strategię i prowadzić blog, by spełniać swoje marzenia. Wszystkie rady postaram się wdrożyć do swojej pracy.


Kolejne warsztaty z mediów społecznościowych zostały przeprowadzone przez Patrycję z bloga Patrycjastory.pl. Opowiedziała jakich błędów należy unikać w Social Mediach. Ta prelekcja była równie interesująca jak poprzednia, zawierała wiele ciekawych i ważnych informacji. Mam nadzieję, że będę stosować się do usłyszanych porad i pomogą mi one w dalszym blogowaniu.


Jako zwieńczenie spotkania był przepyszny tort przygotowany przez Cukiernię Laskowski z Grodziska Mazowieckiego. Nawet ja się poczęstowałam, a nie jestem miłośnikiem tortów.

Źródło Pielęgnacyjna rewolucja
Na sam koniec każda uczestniczka otrzymała upominki.

Wydział Promocji gminy Grodzisk Mazowiecki

MDR Dystrybucja

New Anna Cosmetics

LaQ.pl

Miravena

Poszewka - Sangotrade
Motyl - Pracownia Alex
Wydawnictwo Zakamarki

Lista uczestniczek:

Bardzo podobało mi się na spotkaniu, cieszę się, że mogłam poznać inne blogerki, matki, kobiety. Każda tak inna, a tak podobna. Ciekawie się rozmawiało, dowiedziałam się wiele, spędziłam bardzo miło czas, odpoczęłam, nabrałam sił i pomimo spóźnienia niczego nie straciłam. 

Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję za możliwość uczestniczenia w takim wydarzeniu i poznanie takich przemiłych, wspaniałych kobiet!

Felicita
Dlaczego nie podobało mi się na See Bloggers?
Cześć i czołem!

Chciałam się Wam pochwalić, iż zakwalifikowałam się do udziału w festiwalu See Bloggers, odbywającego się w Gdyni. Jest to taki rodzaj konferencji dla blogerów, vlogerów, czy inaczej mówiąc, osób działających w internecie. Influencerzy mogą się tam spotkać, porozmawiać, wysłuchać wykładu, wziąć udział w warsztatach itp. To miejsce, w którym można poznać wielu ciekawych ludzi, nawiązać współprace, nauczyć czegoś o tworzeniu w sieci. Konferencja trwa dwa dni i odbywa się w Pomorskim Parku Naukowo - Technologicznym. Więcej o See Bloggers możecie dowiedzieć się tutaj: >seebloggers.pl< Tegoroczna, piąta edycja odbyła się w weekend 22-23 lipca. 


Sam fakt dostania się na tę konferencję bardzo mnie ucieszył i podniósł na duchu. Oczywiście postanowiłam pojechać, to moja pierwsza okazja, aby zobaczyć jak to wygląda, przekonać się o wszystkim na własne oczy. Napaliłam się bardzo na wyjazd, jednakże pojawił się pewien problem. Jak dobrze wiecie jestem mamą, w dodatku moje młodsze dziecko w czerwcu skończyło pierwszy rok życia. Zrozumiałam, że nie będę mogła synka zostawić z mężem, tym bardziej, że karmię piersią i Młody ma silny lęk separacyjny. Znaczyło to, że po prostu muszę go wziąć ze sobą. Można było zapisać swoje dziecko do strefy "parentingowej", ale musiało mieć ukończone 3 lata. Postarałam się, synka zapisać, by móc go ze sobą zabrać. Pojechałam zatem, jednak nie jestem w pełni zadowolona

Na początku warto jednak zwrócić uwagę na plusy, to co było w tej konferencji ciekawe, dobrze zorganizowane.


CO MI SIĘ PODOBAŁO?

Organizacja takiego festiwalu to naprawdę bardzo dużo pracy. Jestem pełna podziwu, gdyż wszystko było dopięte na ostatni guzik. Zadbano o każdy możliwy szczegół, o poczęstunki, wszystko. Zabezpieczono się z każdej możliwej strony, jestem tego pewna. Było miejsce na odpoczynek w środku budynku, a także na zewnątrz. Zapewnione były przekąski, kawa, herbata, nawet lody, które swoją drogą były przepyszne. Strefa chilloutu, była tak naprawdę jedną z lepszych.


Poznałam kilka wspaniałych blogerek. Karolinę z Pasje Karoliny znam już od jakiegoś czasu, dzięki festiwalowi udało nam się spotkać i to na samym początku imprezy. Potem miałyśmy jeszcze kilka okazji na pogaduszki. Bardzo lubię Karolinę, teraz polubiłam ją jeszcze bardziej i bardzo się cieszę, że udało nam się spotkać. Jest taka cudownie filigranowa, napatrzeć się nie mogłam na nią. Słyszałam wiele dobrego o Justynie z  bloga Tysia Gotuje i nareszcie mogłam się sama o tym przekonać. Bardzo miło mi się zrobiło, gdy sama mnie zauważyła wśród tłumu i do mnie podeszła. Jest bardzo sympatyczna, uśmiechnięta i taka otwarta. Bardzo ją polubiłam. Tak naprawdę See Bloggers byłoby całkowitym niewypałem, gdyby nie Karolina z Matka Wielowymiarowa. Spędziłam z nią sporo czasu, poszłyśmy nawet razem na plażę. Dzięki niej miałam cudowne towarzystwo i nie uznałam swego przyjazdu na festiwal za stracony. Karolina mieszka w tym samym mieście co ja i mam wielką nadzieję, że jeszcze nie raz się spotkamy. 



Byłam przy kilku stoiskach, które zwróciły moją szczególną uwagę. Chiodo PRO Pharmaceris Oillan Lumene Annabelle Minerals Nie wszędzie byłam, nie dotarłam do każdego stoiska, ani nie skorzystałam ze wszystkiego. Dlaczego? O tym już za chwilę.



Na samym początku każdy dostawał torbę #darylosu wraz z kilkoma drobnymi podarunkami. Przy stanowiskach firm również można było otrzymać upominek. Czasem za zrobienie zdjęcia, czasem po zapisaniu się na coś w rodzaju listy. Lub tak po prostu. Najprzyjemniej poczułam się przy stanowisku Oillan, tak doceniona, zauważona i potraktowana zwyczajnie po przyjacielsku, z serdecznością. Rozpoznano mnie, gdyż firma śledzi mnie na Instagramie, zrobiono mi zdjęcia i wszyscy byli tam bardzo uprzejmi, uśmiechnięci i tacy pogodni.



CO SIĘ NIE PODOBAŁO?


Rzeczą, która jako pierwsza rzuciła mi się w oczy, to podejście do mnie jako matki przebywającej na konferencji razem z małym (trzynastomiesięcznym) dzieckiem. Bardzo mnie zabolało to, że nie mogę wejść nawet na żadne wykłady. Wyproszono mnie raz, a potem kolejnych prób nie podejmowałam. Jestem osobą odpowiedzialną, stanęłabym sobie z tyłu i gdyby mi dziecko bardzo marudziło, płakało, czy jakoś przeszkadzało to bym zwyczajnie wyszła. W związku z tym nie udało mi się niczego ciekawego dowiedzieć.

Przyznam, że bardzo mnie to zaskoczyło. Z jednej strony organizatorzy zapraszają na konferencję z dziećmi, a potem jest zastrzeżenie, aby trzymać się tylko jednej strefy. No dobrze, ustalają zasady, to ja się ich trzymam. Trudno, jakoś to w sobie przebolałam i trzymałam się tylko górnego piętra i strefy piękna i rodzicielskiej. Chciałam coś z See Bloggers mieć dla siebie, skoro przyjechałam tylko na jeden dzień. Myślałam, że wszystko jest w porządku, jednakże, jakoś w połowie dnia, spotkała mnie duża nieprzyjemność. Gdy byłam przy jakimś stanowisku pewna dziewczyna z obsługi WYPROSIŁA MNIE Z KORYTARZA, tylko dlatego, że jestem z dzieckiem poniżej trzeciego roku życia. Kazała mi iść do strefy dla dzieci. Okazuje się, że nawet przebywanie kawałek poza strefą "Beauty" (nawet o tym nie wiedziałam) jest niemożliwe. Stałam w prawie pustym korytarzu, moje dziecko było u mnie na rękach i nikomu nie przeszkadzało. NIE PŁAKAŁ, NIE MARUDZIŁ, NIE KRZYCZAŁ. Przyznam, że naprawdę w pierwszym momencie zabrakło mi słów, nie dyskutowałam i zwyczajnie odeszłam.

Szczerze powiedziawszy, to z samego See Bloggers prawie nic nie wyniosłam, nie mogłam wejść nawet na wykłady, warsztaty, ani poruszać się po budynku. Ostatnia sytuacja jednak tak mnie wytrąciła z równowagi, że po prostu zrezygnowałam z dalszego uczestnictwa w festiwalu i wyszłam. Przejechałam pół Polski, żeby się czegoś nauczyć, dowiedzieć czegoś ciekawego, a co dostałam? Niewiele.  Szkoda, że organizatorzy nie pomyśleli także o młodszych dzieciach, których niektórzy nie mają z kim zostawić. Znając reputację, spodziewałam się czegoś więcej, niż wypchnięcia mnie za drzwi.

Powiedzcie mi, gdybym była samotną matką, nie miała z kim dziecka zostawić, a chciałabym czegoś się nauczyć podczas takiego festiwalu, to co wtedy? Mogę przyjechać, ale mam siedzieć w salce dla dzieci? A jeżeli nie interesuje mnie tematyka kosmetyków i rodzicielstwa, a prowadzę kanał na You Tube z całkiem innej dziedziny, to nie mam szans na nic? Coś tu jest nie tak.


PODSUMOWANIE

Na koniec chciałabym powiedzieć, że samo See Bloggers jest bardzo dobrym przedsięwzięciem. Z tego co słyszałam, to ta edycja cieszyła się  dużym zainteresowaniem i było tam ponad 1700 osób. Podobno były nawet afery, kradzieże, jednakże ja zawsze jestem poza takimi tematami. Nastawiłam się bardzo na ten wyjazd, chciałam wiele wynieść z festiwalu, niestety to co mnie spotkało, bardzo mnie zraziło. W związku z tym nie wiem czy chciałabym pojawić się w kolejnej edycji. Jeżeli tak, to na pewno wyjadę bez dzieci, by znowu nie mieć takich problemów i nie zostać podobnie potraktowana. W tej chwili jednak nie jestem pewna, czy chcę pojechać na See Bloggers w przyszłości.

Dziękuję, że ze dotarliście aż tutaj. Wkrótce na blogu pojawi się kolejna recenzja. Mam trochę wpisów dla Was przygotowanych.

Do zobaczenia!

Felicita
Lumene czy Cię oświetli?
Po przerwie nadszedł czas na reinkarnację. Wracam do blogowania i do Was. szczerze przyznam, stęskniłam się. Mam nadzieję, że Wy za mną też. ☺

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją, a raczej opinią na temat kosmetyków fińskiej marki Lumene. Próbki otrzymałam podczas See Bloggers (relacja z konferencji pojawi się niedługo) i postanowiłam coś o nich napisać. Szczerze przyznam, że na początku byłam dosyć sceptycznie nastawiona. Wielkość próbek nie zachęcała zbytnio ani do wypróbowania ani napisania czegokolwiek. Przyznam, że się zaskoczyłam, w dodatku nawet pozytywnie, efektami kosmetyków na mojej skórze. Nie ze wszystkiego jestem w pełni zadowolona, chociaż znalazłam także ulubieńca. Oczywiście wszystkiego za chwilkę się dowiecie i mam nadzieję, że choć troszkę Was zainteresuję.

LUMENE


Lumene to marka, która powstała z myślą o cudownie promiennej, zdrowej skórze. Zrodzona w Finlandii, czerpie z niezwykłego dziedzictwa, jakim jest arktyczna natura. W swoich recepturach łączy ekstrakty z rzadkich, bogatych w antyoksydanty odmian roślin z arktyczną wodą źródlaną i zaawansowaną technologią.

Naukowcy z laboratoriów Lumene od 45 lat nieustannie pracują nad coraz doskonalszymi formułami, które chronione są dziś licznymi patentami i w doskonały sposób dbają o nawet najbardziej wrażliwą skórę.

Efekt tych starań to "invisible illumination" czyli "niewidzialna luminescencja".

Lumene wierzy, że prawdziwe piękno pochodzi z wewnątrz i wyraża się zarówno poprzez pewność siebie jak i nasz wygląd. 
Rytuały zostały stworzone w celu wydobycia naturalnego, wewnętrznego piękna i zdrowego rozświetlenia, które skrywa skóra każdej z nas.

LUMINESCENCJA LUMENE

Jako marka pochodząca z Finlandii, czerpiąca z arktycznej natury. Jej produkty to idealne połączenie bogatych w antyoksydanty ekstraktów z rzadkich odmian roślin z najczystszą na świecie arktyczną wodą źródlaną oraz nowoczesną technologią. 
Lumene przywraca skórze naturalny blask i chroni ją przed niekorzystnym wpływem środowiska zewnętrznego. Kreowane przez ekspertów produkty tworzą holistyczne rytuały pielęgnacyjne.

Wyjątkowa jakość światła sprawia, że arktyczne składniki Lumene są bogatsze w cenne antyoksydanty, witaminy i mikroelementy niż te, pozyskiwane z roślin pochodzących z innych części świata.

PIĘKNO ZRODZONE W SANKTUARIUM ARKTYCZNEJ NATURY

Finowie są bardzo silnie związani z naturą i środowiskiem. Są światowym liderem w zakresie zrównoważonego rozwoju oraz ekologicznego stylu życia. Bardzo dbają o środowisko naturalne i mocno wspierają segmenty gospodarki wykorzystujące technologie "eco friendly".

Poziom zanieczyszczenia powietrza w Finlandii jest jednym z najniższych w Europie, a woda należy do najczystszych na świecie. Stanowi to ogromny atut, ponieważ jakość wody jako nośnika substancji odżywczych w kosmetykach i później w skórze, jest niezwykle istotna.

Zasadnicza rola natury i prostoty życia w Finlandii przekłada się również na sposób dbania o urodę. Główny nacisk kładzie się na pełne wykorzystywanie mocy tkwiącej w naturze i składnikach zawartych w nasionach, liściach i owocach arktycznych roślin. Mechanizmy obronne, chroniące rośliny przed ekstremalnymi warunkami panującymi w Arktyce są źródłem inspiracji dla naukowców tworzących formuły wyjątkowo skutecznych kosmetyków pielęgnacyjnych.

Kosmetyki Lumene zawierają aż do 97% składników pochodzenia naturalnego.

PIĘKNO MAJĄCE U PODSTAW NATURALNE DZIEDZICTWO I ZRÓWNOWAŻONY ROZWÓJ

Poza pozyskiwaniem możliwie największej ilości składników ze źródeł naturalnych, Lumene może poszczycić się przekazywaniem, gdy tylko jest to możliwe, pozostałości z wykorzystywanych surowców do innych gałęzi przemysłu, tak aby zminimalizować ilość strat. Angażuje się również w oczyszczanie małych arktycznych rzek i źródeł oraz ochronę arktycznych torfowisk.

Na zdrowy tryb życia w Finlandii składa się prawidłowe odżywianie, uprawianie sportów, spędzanie dużej ilości czasu na łonie natury oraz prosta lecz skuteczna codzienna pielęgnacja, która wydobywa zdrowy blask skóry.

PIĘKNO TO STYL ŻYCIA

Kobiety w Finlandii są niezależne, zdecydowane i pewne siebie. Ich elegancja i dystynkcja są wrodzone, a piękno naturalne i olśniewające. Podchodzą do piękna holistycznie. Odnalazły równowagę we wszystkich ważnych dla zdrowia aspektach: co jeść, jak ćwiczyć, jakie kosmetyki stosować i w końcu jak żyć szczęśliwym życiem. Równowaga to podstawa, i jeśli się ją osiągnie, największy organ naszego ciała - skóra - staje się widocznie zdrowsza.

Pielęgnacja Lumene oznacza młodość, szczęście i równowagę życiową. Prowadzi to do zwiększenia poczucia własnej wartości i osobistego spełnienia.

W Finlandii celem rytuałów pielęgnacyjnych jest podkreślenie naturalnego piękna, a nie przykrywanie go. To w końcu skóra, a nie płótno malarskie. Ten sposób myslenia jest tak mocno zakorzeniony w fińskiej kulturze, że stał się zupełnie naturalny i oczywisty.

Powyższe informacje zebrane z ulotki wręczanej przy stoisku Lumene. Więcej informacji można poznać bezpośrednio na ich stronie internetowej. Wersji w języku polskim jeszcze nie ma. Link >tutaj< A także można odwiedzić ich fanpage, poznać nowinki ze świata Lumene, dowiedzieć się o nowościach, wydarzeniach i nie tylko. 



KREM NAWILŻAJĄCY NA DZIEŃ


Należy on do linii LÄHDE
Rytuał nawadniający i dotleniający skórę.
Innowacyjne formuły produktów z tej linii oparte są na arktycznej wodzie źródlanej, która uznawana jest za najczystszą na świecie. Charakteryzuje się ona przyjaznym dla skóry PH oraz wysoką zawartością mikro- i makroelementów. Dodatkowo obecny w składzie 100% naturalny, wolny od jakichkolwiek dodatków czy konserwantów, bogaty w minerały, aminokwasy i składniki nawilżające. Wyciąg z arktycznej brzozy, stanowi naturalną terapię nawilżającą i odżywczą dla skóry. Unikalna technologia Hydra-Technology zapewnia natychmiastowe nawilżenie i stopniowe, długotrwałe nawodnienie w głębokich partiach skóry.


Opakowanie do testowania to słoiczek pojemności 15 ml, natomiast produkt pełnowymiarowy to obj. 50 ml. Cena za kosmetyk to 99 zł. Krem jest do każdego typu cery.

SKŁAD

MOJA OPINIA

Krem ma bardzo przyjemną, delikatną konsystencję, delikatnie pachnie i łatwo rozprowadza się na twarzy. Jego wchłanianie jest natychmiastowe, nie pozostawia na skórze żadnego filmu, jest bardzo miła w dotyku, jakby aksamitna. Jego wydajność nie jest rewelacyjna, jednakże mając słoiczek o tak małej pojemności trudno jest stwierdzić jak jest naprawdę. Uczucie nawilżenia niestety nie trwa zbyt długo, już w połowie dnia jestem w stanie stwierdzić, ze moja skóra miejscami, bardzo potrzebuje nawodnienia. Używałam kremu samodzielnie, a także na serum nawilżające z Hada Labo Tokyo. Stosowany sam dawał nawilżenie naprawdę krótko. Mam suchą skórę, moja cera potrzebuje bardzo dużego nawodnienia. Dodając do pielęgnacji serum (pod krem) efekt był lepszy, jednakże nie wystarczający. Wieczorem moja twarz, nie wyglądała za dobrze.

KREM NA NOC


Linia VALO
Rytuał, który budzi w skórze blask i rozświetla ją od wewnątrz.
Podstawowym składnikiem wykorzystanym we wszystkich kosmetykach linii VALO jest odmładzający ekstrakt z arktycznej maliny moroszki. Jest to surowiec, który dzięki wysokiej zawartości naturalnych witamin C, E i A, kwasów tłuszczowych omega, fitosteroli oraz antyoksydantów (np. elagitaniny), intensywnie wzmacnia naturalny blask skóry. Dodatkowo wykorzystanie kwasu hialuronowego oraz zapewnia natychmiastowe nawilżenie i długotrwałe nawodnienie skóry tak, że staje się ona jędrna, gładka i niezwykle promienna.

Opakowanie do testowania to słoiczek o pojemności 15 ml, natomiast produkt pełnowymiarowy to słoik obj. 50 ml. Jego cena to 119 zł. Krem jest przeznaczony do każdego typu cery.

SKŁAD



MOJA OPINIA

Krem posiada konsystencję delikatnego masła, jest gęsty, lekko tłusty, taki konkretny. Wydajność jest w porządku, to znaczy, że kosmetyk nie kończy się za szybko. Po nałożeniu kremu na twarz, szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustego filmu. Cudownie pachnie, lekko cytrusami. Po wieczornym oczyszczaniu, gdy nakładałam ten kosmetyk moja skóra wręcz "piała" z zachwytu. Czułam odświeżenie i nawilżenie, było bardzo przyjemnie. Zauważyłam, że moja cera stała się bardziej gładka, rozjaśniała. Efekt dostrzegł również mój mąż, twierdząc, że promienieję. Uczucie nawilżenia utrzymuje się znacznie dłużej. Przy regularnym stosowaniu, moja skóra znacząco zrobiła się piękniejsza, jędrna, odżywiona i pełna blasku.

MASKA GŁĘBOKO OCZYSZCZAJĄCA


Linia SISU
Niezwykły rytuał będący antidotum na pełne zgiełku i stresu życie w mieście. Detox, ochrona, regeneracja i wyciszenie.
Lumene, czerpiąc z tradycji i wiedzy o naturalnych sposobach ochrony skóry, opracowało zaawansowany rytuał pielęgnacyjny SISU. Tworzące go produkty zawierają ekstrakt z kory arktycznej sosny pozyskany ze świeżo rozkruszanej młodej kory sosnowej oraz ekstrakt z sęków arktycznego świerku, które są niezwykle bogate w antyoksydanty (polifenole) neutralizujące niekorzystne działanie wolnych rodników. Chroniący przed stresem oksydacyjnym ekstrakt z arktycznej czarnej jagody dostarcza niezbędnych kwasów tłuszczowych oraz witamin A i E. Rytuał odżywia i wzmacnia barierę ochronną skóry, a najczystsza na świecie arktyczna woda źródlana zapewnia głębokie nawodnienie.


Opakowanie do testowania to tubka o pojemności 15 ml, natomiast pełnowymiarowa ma objętość 75 ml. Jej cena to 149 zł. Maska jest przeznaczona do każdego typu cery.

SKŁAD


MOJA OPINIA

Konsystencja maseczki jest typowo kremowa, leciutko gęsta, aby można było łatwo rozprowadzić ją na twarzy. Pachnie bardzo delikatnie korą, czy nawet ziołami, choć jest to bardzo trudne do określenia.  Moja skóra nie polubiła się z tym kosmetykiem. Oczywiście czułam się oczyszczona, niestety piekła mnie twarz. Maseczkę należy po 5 - 10 minutach zmyć, do tego używałam gąbeczki i robiłam to po czterech minutach. Stosowałam ja tylko kilka razy, gdyż zawsze było coś nie tak. Miałam również efekt mocnego ściągnięcia skóry. Wydaje mi się, że dla mojej suchej i wrażliwej cery tam maska nie jest odpowiednim kosmetykiem. 

PODSUMOWANIE


Jak zapewne zauważyliście moim ulubieńcem jest krem na noc z witaminą C. Uważam, że cała linia jest stworzona idealnie dla mnie. Witaminy, ujędrnienie, ten blask. Przyznam, że zakochałam się w tym kremie i chciałabym wypróbować inne kosmetyki z tej serii Valo. Mam już swoje lata i moja skóra ewidentnie potrzebuje takich składników, aby wyglądać pięknie. Jak rano wstaję to nie mogę się napatrzeć. Najgorsza okazała się niestety maska oczyszczająca. Zapewne powodem jest moja zbyt wrażliwa cera, a także korzystanie z gąbeczki. Spróbuję jeszcze bez niej. Może takiego uczucia ściągnięcia nie będzie i nie będzie mnie nic piekło. Natomiast krem nawilżający sprawdził się tak pół na pół. Wydaje mi się, że przez to iż nie jest przeznaczony dla cery suchej, tak jak moja, nie działał wystarczająco dobrze. Według mnie ceny są dosyć wysokie, jednak jeśli przedłożymy na wydajność kosmetyków, efekty, to warte wydania takich pieniędzy. Wraz z tymi próbkami była jeszcze mała ulotka dotycząca makijażu hybrydowego, takie połączenie z pielęgnacją. Bardzo chciałabym móc dowiedzieć się o nim więcej, jednakże maluteńkie próbki nie pozwalają mi na zapoznanie się z kosmetykiem wystarczająco by móc stwierdzić, czy jest dobry, czy nie. A szkoda.

Na zakończenie powiem, że to było bardzo ciekawe doświadczenie. Miło było wypróbować kosmetyków związanych z arktyczną naturą, takich z wysokiej półki. Jestem bardzo ciekawa innych produktów tej marki, szczególnie Valo, która skradła moje serce. Dziękuję, że towarzyszyliście mi aż tutaj. Zapraszam do kolejnych postów z recenzjami i nie tylko.

Do zobaczenia!

Felicita 
Jestem, jestem, nigdzie nie uciekłam.
Witajcie Moi Kochani!

Tak na blogu była bardzo długa cisza. Sprawy rodzinne pochłonęły mnie całkowicie, oprócz tego zajęłam się pewnym projektem. Tak to jest, gdy chce się robić kilka rzeczy równocześnie i czasu nie wystarcza. Uprzejmie donoszę, że do Was wracam i czekają na Was nowe wpisy. Ma być projekt denko (w końcu zużycia z dwóch miesięcy nie są najmniejsze), kilka recenzji, a także coś nowego. 

W tę sobotę, czyli już jutro (11.03) rozpoczynam zawodowy kurs wizażu! Jestem tym wciąż podjarana! W najbliższym czasie blog przejdzie lekką metamorfozę, zmienię odrobinę profil, aby był w pełni mój, o mnie, dla mnie i, oczywiście, dla WAS!!! Chcę byście czuli się tutaj dobrze, byście chcieli do mnie wracać. 

Ten blog, to przede wszystkim miejsce dla kobiet i chcę by takie pozostało. Może dla mężczyzn miejsce, kiedyś, też się znajdzie, jednak na razie będę skupiać się na Was kobietki. Mam misję i chcę ją zrealizować. Wierzę, że mi trochę w tym pomożecie, wesprzecie. 

Planuję również dla Was konkurs, pojawi się on za jakiś miesiąc (pewnie przy okazji Świąt Wielkanocnych). Zachęcam też do obserwowania mojej strony na facebooku oraz profilu na Instagramie. Raz na jakiś czas wrzucam również zdjęcia na Snapchat. Będzie mi miło jeśli będziecie mnie obserwować, wtedy na pewno będziecie na bieżąco z tym co się u mnie dzieje. 

Linki do social media:

Facebook: https://www.facebook.com/FelicitaJar/
Instagram: https://www.instagram.com/felicita_jar/


Skoro jest piątek, życzę Wam cudownego, słonecznego weekendu i do zobaczenia w przyszłym tygodniu! 

Buziaki, Felicita.


Moje makijażowe sukcesy i wpadki.
Jak dobrze wiecie uczę się makijażu. Trwa to już jakiś czas, jestem samoukiem, sporo oglądam na Instagramie. Ostatnio tylko śledzę nowinki kosmetyczne, a nie jestem w stanie sobie nic kupić, by wypróbować. Również z samymi makijażami mam problem, bo nie mam wystarczająco czasu by ćwiczyć. Myślałam o tym, by zainwestować w Facechart (do malowania makijaży na papierze) i tak próbować coś zrobić, jednak przynajmniej na razie, mija się to z celem. Pierwsza rzecz, to potrzebuję kilku kosmetyków. Zanim jednak to nastąpi pokażę Wam co robiłam i jak mi te make up'y wychodziły. Raz lepiej, raz gorzej. Czasem chciałabym się gdzieś schować, zamknąć przed dziećmi, by w spokoju móc tworzyć.

Właśnie tak, dzisiaj pokażę makijaże z ostatnich dni. Jestem gotowa na wszelką krytykę, bo to pomoże mi wziąć się w garść i poprawić wszelkie swoje błędy. W końcu muszę się uczyć i malować tylko lepiej, prawda?

Oprócz pierwszego, zrobionego na Boże Narodzenie pozostałe są ze stycznia. To zaczynamy:

1,


2.


3.


4.


Kilka błędów sama widzę i już wiem co i jak powinnam poprawić. Zmiana kształtu brwi, a raczej porządne zrobienie ich dużo zmieniło. Nie wiem co zrobić, by twarz nie wyglądała na zdjęciu tak biało. Mam tę lampę pierścieniową, ale nie wiem co jeszcze w tym poprawić. Czy coś w makijażu, oświetleniu? No nie wiem. :/

Może Wy mi doradzicie, skrytykujecie, kopa dacie? Liczę na Was.

Do zobaczenia,

Felicita.

PS. Wiem, że ważne jest oświetlenie. Najlepiej przy świetle dziennym. Nic nie poradzę, że teraz dzień taki krótki i mało słońca mamy. 
Woda różana, czy warto stosować?
Mamy styczeń, zima nadeszła. Śnieg skrzypi pod nogami, nos robi się czerwony od mrozu. Ach.... jak pięknie. Mówiłam, że uwielbiam taką pogodę? Nie? To mówię Wam teraz, kocham gdy jest mroźno, za oknami biało i tak zimno. Taką pogodę, no nie tak wilgotną, większy mróz (-30º C) i prawie bez śniegu miałam w Mongolii. Ups, mnie naszło na wspomnienia, ale nie o tym mam pisać przecież. 

Dzisiaj chciałabym Wam napisać o bardzo ciekawym kosmetyku. Nie przypuszczałam nawet, że coś takiego niby zwykłego może zrewolucjonizować moje myślenie o pielęgnacji twarzy. A jednak się udało. Także recenzja na dziś to:

WODA RÓŻANA



DANE TECHNICZNE

Szklana butelka zamykana na korek, o pojemności 100 ml. Cena w sklepie oily.pl to 17,00 zł


INFORMACJE OD PRODUCENTA 


Naturalna woda kwiatowa pozyskiwana z płatków kwiatów róży damasceńskiej w procesie destylacji z parą wodną.
Właściwości wody różanej z kwiatów róży damasceńskiej
Woda różana uważana jest za skarb urody i piękna. Tonizuje, odświeża oraz nawilża skórę. Reguluje nieprawidłowości wydzielania sebum. Woda różana zawiera drogocenny olejek różany, który nie tylko cudownie pachnie, ale także, dzięki dużej zawartości bioflawonoidów działa regenerująco na skórę dojrzałą i przesuszoną. Wzmacniające naczynka krwionośne i działa przeciwzmarszczkowo. Przywraca cerze witalność i świeży wygląd.
Woda z płatków róży damasceńskiej jest delikatna dla skóry i nie wywołuje podrażnień.

Wskazania do stosowania wody różanej z kwiatów róży damasceńskiej

  • cera naczynkowa,
  • zmarszczki,
  • cera wrażliwa i skłonna do podrażnień,
  • skóra dojrzała i sucha.

Zastosowanie wody różanej z kwiatów róży damasceńskiej

  • woda różana to naturalny tonik do pielęgnacji twarzy,
  • składnik domowych maseczek na bazie ziół i glinek (zamiast wody).
Woda z płatków róży nie zawiera żadnych konserwantów, nie wystawiana na działanie światła, powietrza i ciepła zachowuje swoje właściwości przez 24 miesiące. Stosuj do cery której brakuje jędrności bezpośrednio na skórę w formie naturalnego toniku lub odświeżającej mgiełki. Osusz skórę po aplikacji aby zapobiec jej wysuszaniu.

SKŁAD





MOJA OPINIA:


Buteleczka jest piękna w swojej prostocie, uwielbiam na nią patrzeć, wygodna w użytkowaniu. Woda jest bardzo wydajna, stosuję ponad 9 miesięcy. Co w niej lubię? Piękny, delikatny zapach róż, który wcale nie jest duszący, nie przytłacza. Idealnie nadaje się do odświeżania twarzy po całym, długim, męczącym dniu z dziećmi. Można używać rano, wieczorem, a nawet wielokrotnie w ciągu dnia, jako nawilżająca mgiełka. W tej buteleczce brak atomizera troszkę mi przeszkadzał. Teraz zaopatrzyłam się w taką wodę, którą będę sobie przelewać. W każdym razie, pomimo tego jednego braku bardzo polubiłam używanie wody różanej jako toniku. Prawdę mówiąc, już niczego innego nie kupię. Odświeża, nawilża, wygładza cerę. Od kiedy ją stosuję moja skóra wygląda znacznie lepiej. Ba, nawet gdy jestem zmęczona wyglądam świeżo i promiennie. Teraz mogę być bez makijażu i nie muszę się wstydzić swojego wyglądu. To jest dla mnie nieocenione, że jeden kosmetyk tak wspaniale działa. Jestem nim zauroczona. 

OCENA TO 6/6




Zakupowy #1 czyli jak się obłowiłam.
Myślę, że jak wiele kobiet lubię robić zakupy, nie wszystkie i nie zawsze ale czasami ta czynność jest naprawdę przyjemna. Najbardziej lubię kupować książki, prezenty dla innych a także kosmetyki (te do pielęgnacji i kolorowe). Przed nazbyt częstymi zakupami powstrzymuje mnie ograniczony budżet, niechęć do robienia zapasów, ograniczone miejsce na przechowywanie. Poza tym gdy coś mi się kończy, robię sobie listę i gdy zbierze mi się tego spora ilość, wtedy zaopatruję się tylko w to, co mi jest najbardziej potrzebne. Czasami zachodzę do Rossmanna bądź hebe, innym razem wyszukuję odpowiednich kosmetyków przez internet. I właśnie w poniedziałek z gotową listą zasiadłam przed komputerem i w wybranym, znalezionym wcześniej sklepie złożyłam zamówienie. Tym sposobem wczoraj odebrałam przesyłkę z paczkomatu, a dzisiaj przedstawiam Wam zawartość. 

Przesyłka

Zawartość

Masło shea
Antyperspirant
Olej kokosowy
Serum do twarzy
Woda różana

Płyn do płukania ust


Jest tutaj kilka nowości. Są to dezodorant, płyn do płukania ust i serum do twarzy. Wszystkie doczekają się na pewno recenzji. Przyznam, że firma triny.pl wykazała się prawdziwym profesjonalizmem. Nie dość, że dołożyli dwie krówki (jednej spróbowała córka ale nie zasmakowała) to jeszcze dostałam prezent w postaci naturalnej soli do kąpieli. Jestem wzruszona, oczarowana i na pewno jeszcze nie raz będę kupować na tej stronie. Tym samym zostanę ich stałym klientem.

Przezent
Do zobaczenia,
Felicita!

P.S. Wybaczcie kiepskie zdjęcia, ale po powrocie do domu było już ciemno i fotografowałam na szybko. 

Copyright © 2016 Felicita Beauty , Blogger